Zawsze miałam problemy z filmami zaliczanymi do klasyki. Wynikało to po części z tego powodu, że po prostu ich nie widziałam. Nie zawsze interesowałam się aż tak filmami, a oprócz tego w kolejce czekało mnóstwo książek, seriali oraz gier. A wypadałoby robić coś jeszcze oprócz tego. Dlatego moja lista filmów do obejrzenia na Filmwebie liczy obecnie 1780 tytułów. W pewnym momencie było to ponad 2500 produkcji, ale przejrzałam zestawienie i usunęłam to, co mogę obejrzeć kiedy indziej. Liczba nadal imponująca, ale do końca roku postaram się zmniejszyć ją do 1500 filmów. Kto wie, może mi się uda. Tymczasem wzięłam się za oglądanie starszych Star Treków, przygotowując się do obejrzenia W ciemność. Star Trek. I wrażenia mam cokolwiek mieszane.
Podobnie jak z Gwiezdnymi Wojnami (stare części obejrzałam dopiero niedawno i wcale mnie nie zachwyciły) nie czuję żadnego sentymentu do produkcji, których nie widziałam w dzieciństwie. To prawdopodobnie dlatego nie oczekuję z niecierpliwością na kolejne filmy z uniwersum SW i krytycznie patrzę na zachwyty wielu osób nad tą serią. Podobnie jest ze Star Trekiem. Pierwsza część powstała w 1979 roku i widać to na każdym kroku. O ile jakość efektów specjalnych wcale mi nie przeszkadza, tak zupełnie nie mogę znieść tego, w jaki sposób została nakręcona ta produkcja. Wszystko dzieje się za wolno, pierwsze minuty to po prostu napisy i widok gwiazd, dialogi są za proste a akcja często ma zbyt powolne tempo. Pewnie, kiedyś nie kręcono takich filmów jak teraz i fani serii mogą czuć się oburzeni z powodu tego, co pisze. Nie mając w dzieciństwie styczności ze Star Trekiem wiele razy robiłam przerwy w oglądaniu i sprawdzałam, co dzieje się w Internecie. Film zupełnie mnie nie zainteresował, zwłaszcza, że wcześniej widziałam wersję Abramsa i wiedziałam mniej więcej, co się wydarzy.
Czytaj więcej »
