Wiele osób nie ma czasu na oglądanie wieloodcinkowych seriali. Praca, studia albo nauka w szkole skutecznie to uniemożliwiają, ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby zapoznać się z równie dobrymi tytułami z mniejszą ilością odcinków oraz sezonów. W tym wpisie (który wcześniej ukazał się również na Gildii) typuję moich osobistych faworytów do szybkiego obejrzenia. Poniżej znajdziecie tylko te tytuły, które miałam okazję obejrzeć i mi się spodobały.
Serial powstał na podstawie wspomnień Piper Kerman, a za prowadzenie serialu odpowiada Jenji Kohan (Trawka). Piper Chapman (Taylor Schilling) zostaje skazana na 15 miesięcy pozbawienia wolności z powodu przestępstwa popełnionego podczas szalonej młodości. Planowanie ślubu z miłym i spokojnym Larrym (Jason Biggs) musi zejść na drugi plan. Bohaterka próbuje przetrwać w więzieniu, lecz jej życie komplikuje to, że jedną ze współwięźniarek jest jej była kochanka, a przy tym międzynarodowa dilerka narkotyków Alex (Laura Prepon). W serialu zdecydowanie najmocniejszą stroną jest to, w jaki sposób zostały przedstawione poszczególne postacie. I nie mam tu na myśli tylko wspomnianej trójki, ale również pozostałe bohaterki. Każdy odcinek skupia się na losach innej osoby, a ich flashbacki wypadają rewelacyjnie. Należy do tego dodać świetne dialogi: I always miss you until you're here oraz Hey, Kate Winslet. See any icebergs? to tylko pierwsze przykłady, bowiem w produkcji mamy mnóstwo ciekawych rozmów. Orange is the New Black to sprawne połączenie dramatu z komedią (chociaż jednak mimo wszystko całość skłania raczej do smutnej refleksji, jak jedna decyzja w naszym życiu może zmienić wszystko i nie ma już powrotu), będące dla mnie jedną z największych niespodzianek tego roku.
0 comments:
Post a Comment