Andrzej Pilipiuk to pisarz niezwykle specyficzny. Wiele osób wręcz nie znosi jego książek, nazywając przy tym jego styl pisarski grafomanią. Kolejne odsłony przygód Wędrowycza ukazują się w regularnie krótkich odstępach czasu, przeplatanych innymi tytułami. Jeśli więc taki autor weźmie się za pisanie o wampirach w czasach PRL-u, efektem końcowym z pewnością będzie coś ciekawego i niestandardowego.
Po książkę sięgnęłam więc bardzo szybko po tym, jak pożyczyła mi ją siostra. Główna bohaterka to nastolatka Gosia, która po dowiedzeniu się o prawdziwych motywach ryjących się za poczynaniami jej chłopaka, postanawia popełnić samobójstwo. Jak się pewnie domyślacie, udaje się jej to, i po kilku tygodniach budzi się w trumnie w rodzinnym grobowcu. Tak zaczyna się jej przygoda jako krwiopijczyni. Na swojej drodze bohaterka napotyka szereg nieszablonowych postaci – od wampira (świetny pomysł z wyrastaniem z wilkołactwa), poprzez wojowniczą babcię i wampira Marka. Każda z postaci wprowadza kolejną dawkę humoru. Do tego, autor nie zapomniał o Wędrowyczu – wzmianki o najsławniejszym polskim bimbrowniku pojawiają się dość często.
0 comments:
Post a Comment