Monday, July 11, 2011

"Dziki płomień" czyli dobry demon nie jest zły.

Kolejne książki w danej serii rzadko notują gwałtowny wzrost jakości tekstu. Nic dziwnego zatem, że większość osób które przeczytały wcześniejsze książki autorstwa Marjorie M. Liu („Pocałunek Łowcy” i „Wołanie z mroku” ), będzie podchodziła dość sceptycznie do najnowszej odsłony przygód tropicielki demonów. Młoda amerykańska pisarka już teraz posiada dobry, wyrobiony styl, ale dopiero teraz zaczyna eksperymentować z fabułą i dojrzałością opowiadanych historii. Czy „Dzikiemu płomieniowi” takie zabiegi wyszły na dobre? 

Ponownie śledzimy losy Maxine Kiss ostatniej pozostałej przy życiu kobiecie, której celem jest strzeżenie zasłony stanowiącej barierę pomiędzy światem śmiertelników i demonów. Towarzyszące bohaterce demony, za dnia stają się jej żywą zbroją i pod postacią tatuaży czekają aż do zapadnięcia zmroku. Gdy nadchodzi noc, opuszczają skórę tropicielki i wyruszają wraz z nią na łowy zombie. Warto wyjaśnić, że pod pojęciem „zombie” nie kryją się chodzące, rozkładające się zwłoki, ale demony które zawładnęły ludźmi i zamieszkują ich ciała. Pomysł na dodatnie tak ciekawych postaci jest jednym z najmocniejszych cech serii – Zee i reszta stworków są bardzo skuteczni w eliminowani przeciwników, ale wprowadzają także dużo humoru do lektury. Ich często dziecinne zachowania, upodobanie do jedzenia pluszowych zabawek itd. sprawiają, że czytelnik z ciekawością będzie czytał wzmianki o ich pochodzeniu. A jest ich bardzo dużo, ponieważ pisarka uczyniła ich istnienie, tak samo jak rolę Maxinę w utrzymywaniu spokoju główną osią fabuły. 

Czytaj więcej »

0 comments:

Post a Comment